Wakacje w projekcie „Nowa Szansa” trwają w najlepsze. Po Górach Świętokrzyskich przyszedł czas na Roztocze, i to od razu w dwóch turnusach. Dwie grupy, dwa razy po pięć dni, mnóstwo zieleni, dużo świeżego powietrza i ani jednej minuty spędzonej z nosem w telefonie (no dobrze, prawie).

Las, woda i całe mnóstwo ścieżek
Były spacery po Roztoczańskim Parku Narodowym i szumy na Tanwi. Były ścieżki dydaktyczne, wieże widokowe i kamieniołomy, po których dzieciaki wspinały się z miną odkrywców. Były też: Kościół na Wodzie, Krasnobród i Horyniec-Zdrój. Może to zabrzmieć jak lekcja przyrody, ale prawda jest taka, że gdy razem idziesz przez las, wdrapujesz się na wieżę i dzielisz się wodą z kolegą, przełamują się pierwsze lody. Nie trzeba do tego żadnych wielkich słów.

Kajaki, czyli test na współpracę
Przyznamy się od razu: spływ kajakowy okazał się jednym z największych hitów. W kajaku nie da się być samemu. Trzeba się dogadać, kto wiosłuje z której strony, wspólnie wybrać kurs i czasem zaśmiać się z tego, że zamiast do przodu płyniemy w trzcinach. Kto jeszcze na początku wolał trzymać się z boku, po godzinie wołał do reszty, że jest nieźle. Takich doświadczeń nie zastąpi żadna pogadanka o współpracy.

Garnki, ogniska i zabawy do późna
Były warsztaty garncarskie, na których każdy mógł ulepić coś własnego i sprawdzić, że cierpliwość naprawdę się opłaca. Był spacer po Zamościu, gdzie w rynku i fortyfikacjach przeszłość aż prosi się o wyobraźnię. Wieczorami ogniska z kiełbaskami i zabawy integracyjne, które zamieniały wszystkich, także początkowo nieśmiałych, w jedną paczkę.

Po co to wszystko?
Ten wyjazd nie jest dla nich nagrodą ani karą. To po prostu czas, który pozwala oderwać się od codziennych problemów, poznać nowych ludzi i przekonać się, że w grupie da się dobrze bawić, być dla siebie życzliwym i rozwiązywać drobne spory bez podnoszenia głosu. To są dokładnie te rzeczy, które chcemy, żeby zostały z nimi po powrocie.

Za nami już trzy wyjazdy i przybywa dobrych wspomnień.